Skrawek nieba, na nim przysiadło kilka chmur, w bezruchu tkwią. W rogu wizji fragment wieży z katedry, na niej rybitwa, może ta sama co zawsze. Siedzi i obserwuje.
Powoli odzyskuję wzrok, zmętniałam trochę podczas snu.
Odchylam firankę, za katedrą ciemna chmura obwieszcza rychły deszcz.
W oddali zamek Barbary pochyla się nad moim losem- wiem, miałam wstać o świcie.
Znów mi nie wyszło.
Przeciągam się, jest mi dobrze i ciepło, w śnie pożądałam.